Kiedy ochota na frytki była spoko

When fancying some chips was good enough

Czytam sobie właśnie Dziennik Bridget Jones. Duża część książki napisana jest jako zapiski z konkretnych godzin, co momentami sprawia wrażenie, jak by się czytało bloga z jakiegoś 2003 roku. Zwrócił moją uwagę zwłaszcze ten "wpis" z 8:30 rano: "Could really fancy some chips". Pamiętacie, jak to było normalne dzielić się ze światem takimi pierdołami, nikomu nie próbując zaimponować, pokazać się od dobrej strony, po prostu dzieląc się jakąś myślą czy potrzebą chwili? Robiło się opis na Gadu-Gadu albo nawet można było zrobić notkę blogową o takiej treści. Jeszcze nawet kilka lat później pisało się takie rzeczy na Facebooku czy Twitterze. Totalnie OK było napisać "nudzę się" i na tym poprzestać. Myślę, że coś straciliśmy umawiając się (chociaż przecież nikt się na to formalnie nie umawiał), że to, co pokazujemy w internecie musi zawsze być w jakiś sposób imponujące albo kompletne.

I'm reading Bridget Jones's Diary right now. A large part of the book is written as entries logged at specific hours, which at times makes it feel like you're reading a blog from around 2003. One particular “entry” from 8:30 in the morning caught my attention: “Could really fancy some chips.” Do you remember when it was completely normal to share this kind of trivial stuff with the world, without trying to impress anyone or present yourself in a good light, just sharing some passing thought or an immediate need? You could put it in your communicator application status, or even write a blog post consisting of nothing more than that. Even a few years later, people were still posting things like this on Facebook or Twitter. It was totally OK to write “I'm bored” and leave it at that. I think we lost something when we collectively decided (even though, of course, no one ever formally agreed to it) that whatever we put on the internet always has to be impressive in some way, or complete.

Loading… / Ładowanie…

Add new comment / Dodaj nowy komentarz
euz